Ósmy dzień rozprawy.
Przewodniczący: Proszę wezwać świadka Estreichera. Świadek już zeznawał w kwestii dotyczącej niszczenia kultury polskiej przez okupanta i złożył dokumenty, z którymi strony się zapoznały, i które zostały świadkowi zwrócone po zaprotokołowaniu ujawnienia ich w stenogramie. Czy może świadek podać jeszcze statystykę, ile dzieł sztuki wywieziono?
Świadek: Na podstawie tej działalności, jaką rozwinął Mühlmann zebrano wszystkie dzieła sztuki w Krakowie, głównie w Bibliotece Jagiellońskiej, gdzie zmagazynowane w barbarzyński sposób, niszczyły się. Wreszcie w 1943 r. ten stan [rzeczy] zaczął razić nawet samych Niemców. Spowodował wśród nich spory i w rezultacie tych sporów, złożył Mühlmann swe stanowisko, a na jego miejsce wstąpił Szwajcar Palesieux, który miał się zająć uporządkowaniem powyższych zbiorów. To uporządkowanie nie wypadło wcale na korzyść zrabowanych dzieł sztuki polskiej, które w stu procentach zawierały najcenniejsze nasze zabytki.
Mimo, że przewieziono je na Wawel, nie uczyniono żadnego kroku, aby rzeczy wartościowe – poza bardzo drobnymi prywatnymi dziełami – zwrócić do [prawowitych] właścicieli. Na Wawelu okazało się wkrótce, że nie są one bezpieczne przed, oczywiście nie działaniami wojennymi, ale postępującą ofensywą wojsk sowieckich [sic!]. Wobec tego postanowiono, z zupełnie czystym sumieniem, ewakuację, którą zajął się Palesieux. Wszystkie dzieła sztuki wywieziono na Śląsk do Żagania, gdzie je właściwie porzucono na pastwę losu. Tylko część najcenniejszą wywieziono do siedziby Hansa Franka do Neuhausu, gdzie znaleźliśmy je w 1945 r.
W zamęcie wojny zaginęły liczne zabytki tak cenne, jak np. słynne dywany Czartoryskich, szereg obrazów z galerii Muzeum Narodowego w Warszawie, słynny obraz Rafaela, nie mówiąc o drobnych przedmiotach przemysłu artystycznego, stanowiących jednak jedyną w swoim rodzaju wartość. Traktowano te dzieła sztuki ze strony władz okupacyjnych w Krakowie jako własność niemiecką i przedstawiano je na wystawach dostępnych jedynie dla Niemców, w których to wystawach brały udział naczelne władze, jak i uczeni niemieccy, ciesząc się „swoimi zabytkami”. Chciałem jako jako pewien dowód rzeczowy przedstawić fotografie Franka w towarzystwie prof. Freya z Wiednia, zwiedzających wystawę skonfiskowanych kielichów z Kościoła Mariackiego wraz z całym rządem. W Londynie opublikowaliśmy inną fotografię, kiedy Frank w towarzystwie partyjnych towarzyszy zwiedzają wystawę prehistorycznej sztuki. Te fotografie są najlepszym dowodem, że rząd wiedział co się działo, że wszystkie dzieła sztyki ulegały konfiskacie, traktowano je jako własność niemiecką i chciano je zatrzymać dla siebie na zawsze. W jakim stanie odebraliśmy kielichy mariackie, to pokazuje inna fotografia, którą również przedkładam.
Przewodniczący: Czy świadek chce, aby te fotografie włączyć do akt?
Świadek Estreicher: Owszem, ale to nie jest moja własność.
Przewodniczący: Jeżeli się przedstawia jakieś dowody Trybunałowi, to tylko w celu załączenia ich do akt, ale po uprawomocnieniu wyroku, będziemy je mogli zwrócić panu. Proszę okazać je panu prokuratorowi oraz obronie. Proszę, co jeszcze świadek chce przedstawić?
Świadek: Tyle, jeżeli chodzi o ogólny stan rzeczy na polu dziedziny sztuki. Równocześnie pragnę zwrócić uwagę na to, że w tym czasie zjawił się w Krakowie dyrektor Abbe, który został dyrektorem Biblioteki Jagiellońskiej oraz Randt, który był dyrektorem archiwum muzeum we Wrocławiu. Nie zapominali oni o rabunkach i wysyłce tych rzeczy do Niemiec, np. akta i dokumenty krzyżackie – pochodzące z archiwum warszawskiego – wysłano do Królewca, zaś w Malborku zaginęła słynna Banderia Prutenorum Długosza, która była w Krakowie przechowywana. Nikt w rządzie Generalnego Gubernatorstwa nie protestował przeciwko tego rodzaju postępowaniu. Czasem upominano się o jakieś dzieła sztuki, lecz bez żadnego rezultatu. Część bowiem znajdowała się w kraju, a część była w posiadaniu Niemców zagranicą. Nie upominano się ani o większej wartości dzieła sztuki już wywiezione, ani o dzieła sztuki, które zostały ofiarowane Göringowi, czy też Führerowi. Pragnę co do tego stwierdzić, że szereg niemieckich specjalistów, [badających] na terenie Monachium, chciał przedstawić tę sprawę przeciwnie, jako pewnego rodzaju akcję zabezpieczającą własność polską, co się nie pokrywa z faktycznym stanem rzeczy.
Prokurator Sawicki: Pan profesor, jak mi wiadomo, na zlecenie b. premiera Sikorskiego, sporządził spis wszystkich dzieł sztuki wywiezionych z Polski. Ile pozycji mógł obejmować?
Świadek: Jeśli chodzi o wszystkie muzea polskie, to spis mógł obejmować 400–500 pozycji muzealnych i archiwalnych, naruszonych lub wywiezionych przez Niemców.
Prokurator Sawicki: Z tego uratowano pewne dzieła sztuki, może świadek wie, które?
Świadek: Owszem, mogę wymienić niektóre, jak np. obrazy Canaletta, obrazy Czartoryskich, dywan wartości muzealnej Biblioteki Jagiellońskiej, obrazy Muzeum Narodowego w Warszawie, kolekcje wilanowskie i szereg większych zespołów muzealnych. Jeśli chodzi o biblioteki, to zaginęła całkowicie biblioteka w Płocku, nie będąca jednak terytorialnie w Generalnym Gubernatorstwie, gdyż Płock był wcielony do Rzeszy, poza tym biblioteka Krasińskich i Zamoyskich została zupełnie zniszczona.
Prokurator Sawicki: O ile mi wiadomo, jeździł pan profesor do Niemiec w sprawie rewindykacji, aby odzyskać część rzeczy. Jaki procent można było z powrotem odzyskać?
Świadek: Jeśli idzie nie o ilość, lecz wartość artystyczną, to 30 proc.
Prokurator Sawicki: Ostatnie pytanie. O ilem i wiadomo, na terenie Norymbergi i innych miast Niemiec, korzystał pan z uprawnień oficera śledczego w tym zakresie i przesłuchiwał pan podejrzanych współpracowników Franka w sprawie wywiezienia. Czy twierdzili oni, że czynili to wbrew woli rządu Franka, czy też powoływali się na rozkaz?
Świadek: Za wyłączeniem sprawy Ołtarza Mariackiego, co do której twierdzili zgodnie, że Frank był temu przeciwny, reszta raczej twierdziła – zresztą pytania moje w tym kierunku nie padły – że działali zgodnie z życzeniami rządu Generalnego Gubernatorstwa.
Prokurator Cyprian: Ja mam dwa pytania. Czy duża ilość dzieł sztuki, jak to się nazywa „zabezpieczonych”, czy [też] skonfiskowanych przez Niemców, trafiła w ręce prywatnych Niemców?
Świadek: Mam przekonanie, że tak, aczkolwiek ta sprawa jest bardzo trudna do wyjaśnienia. Trafił się zdaje się do rąk prywatnych dwóch architektów z Hamburga – Kötgena i Horsta – zdaje mi się, ale nie jestem pewny tego drugiego nazwiska, słynne perskie dywany od Czartoryskich. W tym kierunku idą moje podejrzenia. Dziś nie da się tego tak łatwo ustalić, w każdym razie trafiały przez urzędy, którym były wypożyczane.
Prokurator: A czy trafiały w ręce dostojników partyjnych?
Świadek: Przypuszczam, że tak, ale dziś nie można tego stwierdzić.
Prokurator: A do rąk Göringa?
Świadek: Do rąk Göringa dostał się przede wszystkim słynny obraz Watteau La polonaise z Łazienek, jeden z najpiękniejszych obrazów tego mistrza, ofiarował mu ten obraz Mühlmann. Mühlmann ofiarował także osobiście Hitlerowi rysunek Wita Stwosza z Uniwersytetu Krakowskiego, jedyny oryginalny rysunek Stwosza i rysunki Dürera z muzeum Czartoryskich.
Prokurator: Czy te ekipy, które tu przyjeżdżały i zabierały różne rzeczy, musiały się kontaktować z rządem Generalnego Gubernatorstwa z racji pieniędzy, dokumentów itp.?
Świadek: Moim zdaniem musiały, z wyjątkiem ekipy Kościoła Mariackiego.
Sędzia Zembaty: W tomie 51, karta 155 znajduje się opis pisma oskarżonego z 24 listopada 1939 r. do głównej kasy Generalnego Gubernatorstwa, o udzielenie Mühlmannowi dalszej zaliczki w kwocie pięciu tysięcy marek potrzebnej do zabezpieczenia [obiektów] sztuki w Generalnym Gubernatorstwie.
Tłumacz: Oskarżony ma pytanie do świadka.
Przewodniczący: Proszę.
Oskarżony: Czy panu świadkowi wiadomo, że ja spowodowałem skontrolowanie działalności pana Mühlmanna przez izbę kontroli Generalnego Gubernatorstwa?
Świadek: Jedyny ślad tych obrachunków Mühlmanna z izbą kontroli Generalnego Gubernatorstwa, o których wiem, że się dochował, znajduje się w tzw. przeze mnie „rewolucji pałacowej”, tj. usunięciu Mühlmanna przez Palesieux, kiedy Mühlmann stwierdził, że istotnie taka kontrola miała miejsce w 1941 czy 1942 r. i znalazła wszystko w porządku.
Przewodniczący: To było pod kątem finansowym?
Świadek: Pod kątem finansowo-inwentarzowym.
Oskarżony: Czy pan świadek tłumaczy to w ten sposób, że chciałem niejako popierać zabieranie dzieł sztuki?
Świadek: Przypuszczam, że jak cały rząd Generalnego Gubernatorstwa, patrzył się oskarżony z uznaniem na działalność Mühlmanna.
Przewodniczący: Czy oskarżony wiedział o tym, co świadek zeznał o tych obrazach darowanych Hitlerowi itd.?
Oskarżony: Wobec mnie stale zaprzeczano temu. Mühlmann twierdził, że niczego z Generalnego Gubernatorstwa nie wywiózł. Nie wiem również o żadnym podarunku Führera dla generalnego gubernatora.
Przewodniczący: Świadek jest zwolniony. Dziękuję.