ALOJZY PRABUCKI

Dnia 15 września 1967 r. w Świeciu nad Wisłą prokurator Prokuratury Powiatowej w Świeciu Janusz Kosmecki osobiście o godz. 8.45 przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka. Po uprzedzeniu świadka o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania oraz o znaczeniu przyrzeczenia prokurator odebrał od niego przyrzeczenie na zasadzie art. 140 § 1 kk, po czym świadek oświadczył, co następuje:


Imię i nazwisko Alojzy Prabucki
Wiek 61 lat
Imiona rodziców Piotr i Teodora
Miejsce zamieszkania Płochocin, poczta Warlubie, pow. Świecie
Zajęcie rencista, organista
Karalność niekarany
Stosunek do stron obcy

DO [...] KP MO Świecie

Od 1930 r. byłem zatrudniony w charakterze organisty w kościele w Suminie, pow. Starogard Gdański, wraz z księdzem Reginaldem Krzyżanowskim. Na początku października 1939 r., z soboty na niedzielę, daty dziennej nie pamiętam, o godz. 2.00 zapukał do mojego okna w mieszkaniu, w którym zmieszkałem Jan Żeglarski (zam. wówczas również w Suminie) mówiąc, że z polecenia gestapo mam bezzwłocznie przybyć w okolice mostu, gdyż ich samochód z nimi stoczył się do miejscowej rzeczki. Budził on nie tylko mnie, lecz wszystkich okolicznych sąsiadów.

Bezzwłocznie ubrałem się i udałem na wskazane miejsce. Tutaj zastałem trzech Niemców ubranych w mundury gestapo. Dwóch z nich znałem. Jeden był aptekarzem i nazywał się Sievert – zam. w Starogardzie, blondyn, wzrostu powyżej 170 cm. Na sobie miał ciemny mundur gestapowca.

Drugi nazywał się Wi[e]chert – zam. również w Starogardzie, syn właściciela dużego młyna. Wraz ze mną było ok. dziesięciu mieszkańców Sumina. W tej liczbie osób nie mogliśmy samochodu z rzeki wyciągnąć, wobec czego na groźbę jednego z gestapowców – trudno jest mi obecnie określić, którego – szwagier mój Bazyli Labuda udał się po dwa konie i przy naszej pomocy końmi jego samochód wyciągnęliśmy. Była to już godz. 4.30.

Ponieważ robiło się jasno, wobec tego widziałem, co było we wnętrzu samochodu. Znajdowały się tam różne liturgiczne przedmioty, jak kielichy, monstrancje i lichtarze. Te przedmioty nie pochodziły z kościoła w Suminie, ponieważ przedmioty liturgiczne z kościoła z Sumina miałem ukryte w piwnicy w miejscu swego zamieszkania.

Niemcy ci następnie odjechali i nie widziałem, czy z sobą zabrali księdza Krzyżanowskiego. Natomiast po odjeździe gestapowców dowiedziałem się, będąc na plebanii tego samego dnia w godzinach rannych, od gosposi księdza Krzyżanowskiego Józefy Grabowskiej, że tej nocy gestapowcy, którym myśmy wyciągnęli samochód z rzeki, zabrali z plebanii księdza Krzyżanowskiego, którego w jej obecności pobili i po stłuczeniu butelki od wina szkło mu do gardła wkładali. Widziałem osobiście na podłodze w kancelarii krew, a na podwórzu zabitego psa. Józefa Grabowska posiadała na twarzy widoczne obrzęki – sińce.

Dowiedziałem się – czego gosposia nie chciała mówić – że rozebrali do naga ją i księdza, po czym wprowadzili do piwnicy i tu zmuszali ich oboje do odbycia stosunku płciowego, trzymając aparat fotograficzny do [robienia] zdjęć. Gdy zaś ksiądz tego czynu nie chciał dokonać, wtedy zaczęli go bić, wywożąc w sutannie samochodem.

W tym czasie, kiedy myśmy samochód wyciągali z rzeki, ksiądz Krzyżanowski był na schodach, pilnowany przez gestapowców. Jęki, które ksiądz wydawał na skutek bicia przez gestapowców, słyszał tej nocy w odległości ok. stu metrów Marian Bukowski zamieszkujący w Suminie.

Gdzie obecnie mieszka Józefa Grabowska, nie wiem. Orientuję się, że jej matka zamieszkuje w miejscowości Wda, pow. Starogard.

Na tym protokół zakończono i po odczytaniu mi go przez przesłuchującego, osobiście podpisuję.