Ósmy dzień rozprawy.
Przewodniczący: Świadek może być zwolniony. Proszę świadka Karola Estreichera.
Świadek Karol Estreicher, prof. Akademii Sztuk Pięknych, żonaty, 42 lata, zam. Kraków, Wola Justowska, obcy w stosunku do oskarżonego.
Przewodniczący: Czy są wnioski co do trybu przesłuchania świadka?
Strony: Zwalniamy świadka od przysięgi.
Przewodniczący: Za zgodą stron świadek będzie zeznawał bez przysięgi. Proszę świadka, aby zechciał nam przedstawić kwestie świadkowi wiadome, zwłaszcza z zakresu stosunku rządu okupanta do kultury polskiej.
Świadek: Jako delegat ministra kultury i sztuki i kierownik rewindykacji polskich dzieł sztuki na terenie Niemiec zapoznałem się w ciągu 1945 r. z metodą i rozmiarami zniszczenia przez okupanta polskich zbiorów kulturalnych, artystycznych i naukowych na terenie Rzeczypospolitej. Po roku uciążliwej pracy udało się rewindykować zaledwie drobny procent tego, co zginęło wskutek rabunkowej działalności Niemców w Generalnym Gubernatorstwie. Jaki procent tych dzieł sztuki, trudno ustalić, ponieważ każdy wypadek jest odmienny, przedstawia indywidualną własną wartość, ale jeżeli powiem, że zaledwie 30 proc. dzieł sztuki udało się odzyskać, to przypuszczam, że nie przesadzę.
Były trzy główne instytucje, trzy systemy, które usilnie pracowały nad zniszczeniem kultury polskiej, zwłaszcza w zakresie zbiorów bibliotecznych, muzealnych, archiwalnych. W Poznańskiem, na Pomorzu i Śląsku działali specjalni delegaci dla umocnienia niemczyzny. Były to instytucje zależne bezpośrednio od Himmlera, to była specjalna organizacja SS dla umocnienia niemczyzny. Byli tam dr Kraut i inni. W Generalnym Gubernatorstwie grasowały początkowo „jednostki partyzanckie”: SS, Kommando Paulsen, a oprócz tego poszczególni uczeni niemieccy, którzy już poprzednio czy to z tytułu swych prac naukowych, czy też prowadzonej korespondencji naukowej znali teren Generalnego Gubernatorstwa szczególnie dobrze. Między uczonymi byli prof. Bartel, dyrektor muzeum we Wrocławiu, dr Frei, profesor historii sztuki we Wrocławiu oraz szereg młodszych uczonych, nieraz zupełnie nieciekawych, jak dr Sapok, dr Kundrich i wielu młodych, ambitnych asystentów, którzy chcieli się zasłużyć okupantowi w tej dziedzinie na terenach Generalnego Gubernatorswa.
Ten stan rzeczy trwał zaraz po [rozpoczęciu] okupacji, już w październiku czy listopadzie 1939 r., jeszcze zanim ustaliły się władze Generalnego Gubernatorstwa. Największe szkody powodował prof. Paulsen ze swoim Kommando SS. Nie umiano do dzisiaj odnaleźć tego nieprawdopodobnego szkodnika kultury polskiej, prehistoryka, który wybrał się przez Warszawę do Sandomierza, gdzie w katedrze znalazł figury ołtarza Mariackiego – ale nie sam ołtarz – i natychmiast powysyłał te rzeczy do Berlina, gdzie złożone zostały w skarbcu Rzeszy. Działał niewątpliwie na rozkaz Himmlera, przy poparciu samego Hitlera. Już później, gdzieś w 1942 albo 1943 r., rozpoczęła swą działalność organizacja Rosenberg na północnych ziemiach polskich. Ale nie była to organizacja, która mogłaby się poważnie liczyć w szkodach w dziedzinie kultury i sztuki polskiej, jakie ponieśliśmy. Bardzo wcześnie, jeszcze zanim Frank objął stanowisko, zjawił się Kajetan Mühlmann, przyjaciel i agent Sayss-Inquarta, który tu rozpoczął od razu swoją działalność, poparty listami Göringa, który był ciekawy, co ze zbiorów sztuki polskiej można by dla jego półprywatnych celów przenieść do Niemiec.
Sayss-Iquart zostawił tu najenergiczniejszego spośród wszystkich tych działaczy, trochę historyka sztuki, trochę antykwariusza, trochę agenta politycznego, bo nawet w tym charakterze był Mühlmann przesłuchiwany przed rokiem przez władze austriackie w Wiedniu. Ten stan rzeczy miał miejsce w listopadzie 1939 r., a więc wtedy, kiedy zjawiły się władze Generalnego Gubernatorstwa razem z oskarżonym i wówczas Mühlmann zwołuje do Krakowa zebranie poważniejszych uczonych, głównie wrocławskich i wiedeńskich (bo byli najbliżej) i wypracowuje specjalną Verordnung – prawo konfiskaty wszystkich dzieł sztuki na terenie Generalnego Gubernatorstwa, dla jakich celów, bliżej nie wiadomo. Nie udało mi się dowiedzieć – mimo przesłuchiwania Mühlmanna na terenie strefy amerykańskiej przed rokiem – kto wypracował to prawo. Mühlmann zapewnia, że nie on. Niewątpliwie on, dyrektor Bartel przebywający obecnie w Bawarii, dr Frei oraz szereg urzędników najbliższych Frankowi opracowało ten jedyny w swoim rodzaju dokument, który sprzeciwia się absolutnie wszelkim międzynarodowym konwencjom, traktatom czy obyczajom.
Na podstawie tego dokumentu miano prawo konfiskować czy zabierać wszystkie dzieła sztuki, które miały jakąś większą wartość. Do tej ustawy wypracowano jeszcze rozporządzenie szczegółowe, które ogłoszono wstecz. W rezultacie ostatecznie powołano pod kierownictwem Mühlmana jakby osobny urząd, zależny od najwyższych władz Generalnego Gubernatorstwa, który zajął się konfiskatą po naszych kościołach, muzeach i zbiorach prywatnych wszystkich tych przedmiotów artystycznych, które przedstawiały szczególną wartość. Na podstawie tego rozporządzenia pojawili się młodzi historycy sztuki niemieckiej, jak również i specjaliści, którzy wyciągali z naszych zbiorów najcenniejsze obiekty. Początkowo dawali kwity, na których umieszczali podpisy dawnych posiadaczy przedmiotów. Potem zrezygnowano już z tego i uproszczono sobie sprawę. Nie zrezygnowano bynajmniej z tych dzieł sztuki, które miały największą wartość, gdyż zostały one odprowadzone bez podpisów polskich posiadaczy.
Pragnąłbym przedstawić tutaj dwa tego rodzaju spisy, jeden pokwitowany, dotyczący ornatu Kmity, słynnego dzieła sztuki, oraz drugi kwit – już bez pokwitowania – za dzieła Bellotta Canaletta, słynnego malarza. Kiedy zabrano słynny dywan, którego niestety nie udało się odnaleźć, a który znajdował się w skarbcu wawelskim, to na pokwitowaniu położyli jeszcze swój podpis kanonicy katedralni ks. Mazanek i ks. Domasik. Jest to dowód na to, że w ciągu roku zaostrzono sposób konfiskaty, omijając wszelkie formalności. Wszystkie zrabowane rzeczy magazynowano przeważnie w Krakowie, np. wywożono z Warszawy do Krakowa i magazynowano w podziemiach Biblioteki Jagiellońskiej, a następnie w ciągu szeregu lat obdzielano nimi biura, urzędy i prywatne mieszkania niemieckie. Kiedy Palesieux podjął się dyrektorstwa nagromadzonych zbiorów, to kiedy objął swoje stanowisko w obecności Franka, wyraźnie zastrzeżono mu, że dzieła sztuki tzw. pierwszego wyboru przechodzą na własność państwową Generalnego Gubernatorstwa, a Frank wydał mu polecenie, aby najlepsze przedmioty wydzielić do ozdoby służbowego mieszkania gubernatora w Krzeszowicach i na Wawelu. Wracając do sprawy pokwitowań, przedkładam pokwitowanie z podpisami poprzednich posiadaczy oraz pokwitowania późniejsze, na których nie respektowano już podpisów poprzednich posiadaczy. A szło tutaj o dzieła nie byle jakiego znaczenia, bo o obrazy Canaletta z Zamku w Warszawie.
Tutaj widzimy dowód, jak zarazem te pokwitowania nie miały w zasadzie żadnego znaczenia. Mam jeszcze szereg dowodów i pokwitowań, które świadczą o tym.
Przewodniczący: Poproszę o wszystkie te dokumenty, bo z nimi musi się zaznajomić prokuratura i obrona.
Świadek dr Estreicher składa Najwyższemu Trybunałowi Narodowemu następujące dokumenty:
1. zapisek urzędowy, z datą 25 lutego 1943 r., Kraków, o wybraniu najlepszych dzieł sztuki dla ozdoby biura generalnego gubernatora na zamku wawelskim i w Krzeszowicach
2. pismo starosty miasta Krakowa, z datą 26 lipca 1944 r., Kraków, o przejęciu rozmaitych dzieł sztuki dla celów reprezentacyjnych
3. zapisek urzędowy, z datę 21 lutego 1944, Kraków, o wypożyczeniu ośmiu obrazów do ozdoby mieszkania służbowego prezydenta dr. Senkowsky’ego
4. zapisek urzędowy, z datą 12 kwietnia 1944 r., Kraków, o wypożyczeniu ośmiu obrazów do ozdoby służbowego mieszkania prezydenta dr. Kraushara
5. potwierdzenie odbioru dwóch dywanów z Biblioteki Jagiellońskiej, z datą 4 grudnia 1944 r., Kraków, przez architektów Koetthena i Horstmanna
6. pismo urzędu dla opieki nad dawną sztuką (Amt Für Plege der alten Kunst), z datą 1944 r. Warszawa, o wywiezieniu dzieł sztuki z Wilanowa
7. pismo specjalnego pełnomocnika generalnego gubernatora, z datą 14 czerwca 1940 r., Kraków, o zabezpieczeniu ornatu Kmity ze skarbca Katedry Wawelskiej
8. odpis pisma dr. Barthela, dyrektora muzeum miasta Wrocławia, do pełnomocnika dla zabezpieczenia dzieł sztuki dr. Muhlmana, z datą 19 grudnia 1939 r., Kraków, z prośbą o zabezpieczenie wskazanych dzieł sztuki
9. pismo specjalnego pełnomocnika generalnego gubernatora, z datą 13 marca [nieczytelne] r., Kraków, o zabezpieczeniu dywanu perskiego z Katedry Wawelskiej
10. pismo specjalnego pełnomocnika generalnego gubernatora, z datą 28 maja 1940 r., Warszawa, o zabezpieczeniu siedmiu obrazów Bernarda Bellotta, zw. Canaletto, z Zamku Królewskiego w Warszawie
11. pismo jw. o zabezpieczeniu dalszych sześciu obrazów Canaletta
12. pismo jw. zabezpieczeniu dalszych siedmiu obrazów Canaletta
13. pismo państwowej galerii malarstwa w Dreźnie z 10 kwietnia 1941 r. do Reichsleitera Martina Bormana w sprawie zabezpieczenia dzieł sztuki
14. tłumaczenie angielskie pisma państwowej galerii malarstwa w Dreźnie z 14 grudnia 1939 r. do Reichsleitera Martina Bormana w tej samej sprawie
15. fotokopię protokołu przejęcia przysłanych z Krakowa i Berlina części Ołtarza mariackiego z datą 27 marca 1940 r., Norymberga
16. zapisek urzędowy, z datą 18 marca 1943 r., o wyborze piwnic w zamku na Wawelu, celem magazynowania zabezpieczonych dzieł sztuki
17. odpis protokołu przesłuchania byłego generalnego gubernatora Franka przez ppłk. S. Hinkela, z datą 2 września 1945 r.
Przewodniczący: Wobec tego, że jest większa ilość dokumentów, których nie zna Trybunał, Prokuratora ani obrona, dlatego zarządzam przerwę w przesłuchaniu świadka do popołudnia, żeby była możliwość zapoznania się z tymi materiałami. Przerywam wobec tego zeznania pana profesora aż do popołudnia, do godz. 16.00. Obecnie zarządzam kilkuminutową przerwę.
(Po przerwie).
Obrońca Kosiński: Mam wniosek dowodowy. W związku ze stanowiskiem oskarżenia publicznego, ja bym prosił, ażeby Wysoki Trybunał był łaskaw sprostować pewną rzecz dość istotną. Pan prokurator pomylił się, cytując pewien wycinek z Krakauer Zeitung, że: „Urzędnicy muszą być urzędnikami politycznymi”, jakoby to oświadczył Bühler. Z tego wynika wyraźnie, że chodzi tu o zdanie prof. Helmsa, a nie Bühlera.
Przewodniczący: Do tej kwestii wrócimy już po oświadczeniu oskarżonego co do dokumentów, które przedłożył pan prokurator. Proszę wezwać następnego świadka.