STANISŁAW KWIEK

Dnia 6 kwietnia 1987 r. w Lublinie mgr Piotr Michałowski, prokurator Prokuratury Wojewódzkiej delegowany do Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Lublinie, działając na zasadzie art. 4 Dekretu z dnia 10 listopada 1945 r. (Dz.U. nr 51, poz. 293) i art. 129 kpk, osobiście przesłuchał niżej wymienionego w charakterze świadka. Świadka uprzedzono o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania, po czym świadek stwierdza własnoręcznym podpisem, że uprzedzono go o tej odpowiedzialności (art. 172 kpk). Następnie świadek zeznał, co następuje:


Imię i nazwisko Stanisław Kwiek
Imiona rodziców Jan i Anna z d. Kur
Data i miejsce urodzenia 17 czerwca 1911 r., Sterdyń
Miejsce zamieszkania kolonia Paulinów, gm. Sterdyń. woj. siedleckie
Zajęcie rencista rolnik
Wykształcenie 4 klasy szkoły podstawowej
Karalność za fałszywe zeznania nie
Stosunek do stron obcy

Podczas okupacji hitlerowskiej, która zaczęła się w Polsce we wrześniu 1939 r., mieszkałem w kolonii Paulinów. Wówczas ta kolonia należała do gm. Sterdyń, pow. Sokołów Podlaski, woj. warszawskiego.

Pracowałem jako traktorzysta w majątku Paulinów, za okupacji przejętym przez Niemców od hrabiego Franciszka Krasińskiego. Niemieckim zarządcą tego majątku był Jerzy Dytel. Znałem w kolonii Paulinów rolników, małżeństwo Ewę i Józefa Kotowskich. Mieli oni dzieci: Stanisława, Czesława, Kazimierza i córkę Stanisławę; pozostałe dzieci nie mieszkały w kolonii Paulinów. Kotowscy mieszkali po sąsiedzku, w odległości ok. stu metrów od naszych zabudowań.

Dnia nie pamiętam, ale było to w lutym 1943 r., w kolonii Paulinów widziałem, jak drogą wiejską szedł znany mi Żyd o imieniu Szlojme, nazwiska jego dziś nie pamiętam, wspólnie z jakimś mężczyzną, chyba też Żydem. Szlojme podszedł do naszego domu, ale nie został wpuszczony, gdyż drzwi zamknął brat żony mojej Marianny Henryk Młynarczuk, ponieważ obawiał się tyfusu, na który Żydzi chorowali, roznosili wszy. Szlojme odszedł ze cztery metry od naszego domu i ten drugi mężczyzna powiedział: „Co, nie wpuszczą?”. Żyd Szlojme odpowiedział: „Nie”. Widziałem, jak Szlojme z tym drugim mężczyzną poszli do domu Ewy i Józefa Kotowskich i weszli do niego. Nie widziałem, jak wyszli od nich. Wtedy dokładnie widziałem tego mężczyznę, bo najpierw podeszli do naszego domu, a później weszli do Kotowskich.

Od tego zdarzenia z Żydem Szlojme i tym drugim, jego znajomym, upłynęły bodaj dwa czy też trzy dni: udałem się do pracy w majątku Paulinów, a była to gdzieś godz. 6.00. Wtedy widziałem, jak w stronę czworaków udali się Niemcy: znany mi gestapowiec Grams, imienia nie znam, jeszcze dwóch nieznanych mi – trzej byli w mundurach, mieli ręczne pistolety maszynowe i ręczne przy pasie, a z nimi szedł ten mężczyzna, którego uprzednio widziałem, jak chodził razem z Żydem Szlojme. Udałem się do pracy, a gdy dochodziłem do obory, usłyszałem odgłosy bodaj kilku strzałów. Wkrótce przyszedł do obory robotnik majątku Tadeusz Lasikowski (obecnie nie żyje), który mieszkał w czworakach dworskich i powiedział, że Kirylak Franciszek (był stróżem w majątku) został wyprowadzony przez Niemców z mieszkania i następnie zastrzelony. Widziałem zabitego Kirylaka. Miał ok. 60 lat. Ludzie opowiadali, że Niemcy zastrzelili go za to, że w oborze, w budynkach dworskich ukrywał w porze nocnej Żydów, a w dzień ci Żydzi ukrywali się w stertach słomy. Nadmieniam, że tego dnia okoliczne wsie, a zwłaszcza las hrabiego, otoczony był przez Niemców, którzy mieli, jak ludzie opowiadali, przyjechać w dużej ilości na 50 samochodach od strony Ostrowi.

Następnie widziałem, jak Niemcy, którzy zabili Kirylaka i jeszcze innych, wraz z mężczyzną, który był kolegą Szlojme i z nim chodził, udali się drogą prowadzącą do kolonii Paulinów. Był on ubrany w jesionkę, po cywilnemu i trudno określić, czy był to Żyd, czy też nie. Kolega Szlojmy chodził z tymi Niemcami, zachowywał się swobodnie i nie był przestraszony. Odniosłem wtedy wrażenie, iż on przekazuje Niemcom dane o Polakach, którzy udzielali różnorakiej pomocy Żydom i według mnie był szpiclem niemieckim, nasłanym dla ustalenia, którzy Polacy udzielają Żydom pomocy żywnościowej lub ich ukrywają.

Przed południem tego dnia (dnia nie pamiętam, był to luty 1943 r.) do majątku przyszedł znany mi kolega, Czesław Borowy – mieszkał w budynku dworskim wybudowanym przy cegielni dworskiej dla robotników tej cegielni w Paulinowie. Borowy powiedział, że Niemcy zastrzelili jego ciotkę Wiktorzak (ludzie nazywali ją Wiktorzaczka, imienia nie znam), a jego zabrali pod las. Wtedy ten cywil chodzący z Niemcami, o którym uprzednio zeznałem, powiedział Niemcom, że ja nie dawałem Żydom jeść, a tylko jego ciotka Wiktorzak. Szpicel niemiecki dobrze mówił po polsku. Na skutek jego oświadczenia Niemcy zwolnili Borowego. Borowy (nie żyje, zginął w Ostrowi od pocisku artylerii radzieckiej, gdy z polecenia Niemców z innymi kopał okopy w 1944 r.) wtedy opowiadał, że najpierw Niemcy prowadzeni przez mężczyznę w cywilu, ich szpicla, zostali zaprowadzeni do kolonii Paulinów do domu Kotowskich. Wtedy widział, jak zastrzelili Ewę i Józefa Kotowskich, pobili zatrzymanego ich syna Stanisława.

Po tej zbrodni Niemcy prowadzeni przez szpicla, prowadząc Borowego i Stanisława Kotowskiego, Oziębłę (imienia nie znam, mieszkał na kolonii Ratyniec, gm. Sterdyń), Drygasa (imienia nie znam, wysiedlony z woj. poznańskiego, wtedy mieszkał we wsi Mursy, gm. Sterdyń) i nieznanego mi mężczyznę – chłopaka ze wsi Buczyna, gmina chyba Kosów, i Piwko Stanisława (zam. kolonia Paulinów), po dojściu pod las zastrzelili Drygasa, Oziębłę i Piwka. Zwolnili wtedy Borowego, natomiast zastrzelili Stanisława Kotowskiego, jakichś kilku Żydów i trzech żołnierzy radzieckich, zbiegłych z niewoli niemieckiej, a ukrywających się w tym lesie. Tak mówili ludzie, że tych ludzi ukrywających się w lesie wydał wspomniany szpicel niemiecki. Nadmieniam, że tego dnia czy już w nocy ci Niemcy zastrzelili mieszkających w budynkach przy cegielni w Paulinowie oprócz Wiktorzaczki, także Franciszka Augustyniaka i Franciszka Siwińskiego – za udzielanie pomocy ukrywającym się przed Niemcami Żydom.

Na tym protokół zakończono i po odczytaniu podpisuję go, jako spisany zgodnie z moimi zeznaniami.