ZOFIA PIWKO

Dnia 8 stycznia 1988 r. w Lublinie mgr Piotr Michałowski, prokurator Prokuratury Wojewódzkiej delegowany do Okręgowej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Lublinie, działając na zasadzie art. 4 Dekretu z dnia 10 listopada 1945 r. (Dz.U. nr 51, poz. 293) i art. 129 kpk, osobiście przesłuchał niżej wymienioną w charakterze świadka. Świadek uprzedzono o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania, po czym świadek stwierdza własnoręcznym podpisem, że uprzedzono ją o tej odpowiedzialności (art. 172 kpk). Następnie świadek zeznała, co następuje:


Imię i nazwisko Zofia Piwko z d. Kusiak
Imiona rodziców Jan i Władysława z d. Andrzejewska
Data i miejsce urodzenia 8 marca 1912 r., Sterdyń
Miejsce zamieszkania kolonia Paulinów, gm. Sterdyń, woj. siedleckie
Zajęcie emerytka rolniczka
Wykształcenie 5 klas szkoły podstawowej
Karalność za fałszywe zeznania nie
Stosunek do stron obca

W 1942 r. przeszłam na zamieszkanie do swoich rodziców w kolonii Paulinów. Miałam męża Stanisława Piwko lat 30 oraz troje dzieci z tego małżeństwa: Kazimierę lat 9, Janinę lat 7 i Barbarę lat 5. W tym domu mieszkali moi rodzice Jan i Władysława Kusiakowie oraz moje rodzeństwo: Marianna lat 25 i Kazimierz lat 20. W tym czasie była okupacja niemiecka, która nastała w Polsce po wojnie niemiecko-polskiej we wrześniu 1939 r. Za okupacji kolonia Paulinów należała do gm. Sterdyń, pow. Sokołów Podlaski, woj. warszawskie. Zabudowania moich rodziców, gdzie mieszkaliśmy, znajdowały się w odległości ok. 30 metrów od dużego lasu. Mąż pracował w majątku Paulinów jako robotnik rolny, robiąc co mu kazano.

W tym czasie z lasu przychodziły do nas osoby narodowości żydowskiej, prosząc o jedzenie, przeważnie o chleb. Dawałam im. Byli to Żydzi ze Sterdyni, którzy w tym czasie ukrywali się przed Niemcami, którzy ich zabijali, gdy tylko napotkali. Nie znałam imion i nazwisk tych Żydów. Pamiętam, była to niedziela, 21 lutego 1943 r. Do naszego domu przyszło dwóch mężczyzn z lasu i prosili, by im dać chleb. Uważałam, iż byli to Żydzi. Spojrzałam na męża Stanisława, a wtedy mąż dał kawałek chleba jednemu z nich. Wyszli, a według mnie, jak się orientuję, gdyż uprzednio widziałam nieraz Żydów w Sterdyni, to ci dwaj mężczyźni z rysów twarzy i po mowie wyglądali na Żydów. W zasadzie to tylko jeden prosił o chleb i jemu mąż dał. Z rana 24 lutego 1943 r. mąż, wychodząc do pracy, powiedział mi, bym później udała się do majątku, by pobrać mąkę razówkę (do pieczenia chleba), gdyż miał deputat za pracę w majątku i może ktoś okazyjnie przywiezie nam wywar gorzelniany, potrzebny do karmienia bydła.

Gdzieś po godzinie od wyjścia męża i ja udałam się do Paulinowa, odległego od nas ok. kilometra. Po przejściu kilkuset metrów zobaczyłam na drodze przy lesie stojących Niemców – było ich dużo, w mundurach i uzbrojonych, w płaszczach. Obok nich stał mój mąż, Stanisław Kotowski i dwóch nieznanych mi mężczyzn. Natomiast z Niemcami stał ten Żyd, który był u nas w domu 21 lutego 1943 r. z drugim Żydem. Wtedy ten drugi prosił o chleb i mąż mój dał mu. Natomiast Żyd stojący z Niemcami, będąc u nas w domu, nie odzywał się.

Przechodząc koło męża, zapytałam go, czy ma kenkartę, czyli okupacyjny dowód tożsamości. Mąż powiedział mi tylko: „Wracaj do domu”. Uczyniłam to zaraz. Gdy odeszłam do stu metrów, usłyszałam strzały i natychmiast obejrzałam się i stanęłam. Wtedy zobaczyłam, jak mój mąż Stanisław Piwko przewraca się na ziemię. Z przerażenia zdrętwiałam.

Udałam się po tym do domu i obserwowałam Niemców. Na ziemi leżeli i nie ruszali się mój mąż Stanisław i dwaj mężczyźni. Natomiast Niemcy z dwoma cywilami: to jest Kotowskim i tym Żydem poszli do lasu. Skąd przybyli ci Niemcy i do jakiej jednostki należeli, nie wiem. Nie poszłam do zabitego męża, gdyż bałam się, iż w pobliżu w lesie mogą być Niemcy. Udałam się do majątku w Paulinowie, dowiedzieć się, za co Niemcy zabili mego męża. W Paulinowie ludzie jacyś, dziś ich nazwisk nie pamiętam, opowiedzieli, że Niemcy zastrzelili: w nocy 23 lutego 1943 r. Franciszka Augustyniaka i Jana Siwińskiego oraz kobietę o nazwisku Wiktorzak – imienia nie pamiętam – wszyscy zamieszkiwali w cegielni Paulinów; Franciszka Kirylaka 24 lutego 1943 r. w majątku Paulinów, a nadto tego dnia w kolonii Paulinów Ewę Kotowską i Józefa Kotowskiego – małżeństwo. Widziałam zastrzelonych Ewę i Józefa Kotowskich. Ludzie opowiadali, że Niemcy mieli listę Polaków, którzy udzielali pomocy żywnościowej Żydom lub ich ukrywali i za to zostali przez Niemców zabici. Niemcom miał te dane podać Żyd lub Polak, który podawał się za Żyda i razem z ukrywającymi się Żydami chodził po domach polskich i wiedział, którzy Polacy udzielali pomocy Żydom. W lesie został zastrzelony przez Niemców także Stanisław Kotowski, syn Józefa i Ewy. Nie wiem, czy Niemcy w tym lesie kogoś jeszcze zastrzelili.

Następnego dnia udałam się na posterunek policji granatowej w Sterdyni, prosząc o zezwolenie na pochowanie zabitego męża. Powiedzieli, że mogę go pochować, ale nie na cmentarzu. Jak mi wiadomo, posterunek żandarmerii niemieckiej znajdował się w Kosowie Lackim. Ja i inni pochowaliśmy w oddzielnych trumnach, ale w jednym grobie, w lasku w Paulinowie: Stanisława Piwko, Ewę Kotowską, Józefa Kotowskiego, Stanisława Kotowskiego, Franciszka Kirylaka, Franciszka Augustyniaka, Jana Siwińskiego i kobietę Wiktorzak. Ci dwaj mężczyźni zabici z moim mężem, których nie znałam, mieli podobno pochodzić ze wsi Ratyniec, gm. Kosów, zostali przez swoich bliskich zabrani, lecz gdzie ich pochowano, nie wiem. W sierpniu 1944 r., już po ucieczce Niemców przed wojskami rosyjskimi (ZSSR), przeniosłam ciało męża, a inni swoich bliskich ze wspólnej mogiły na cmentarz rzymskokatolicki w Sterdyni. Akt zgonu został sporządzony w parafii w Sterdyni.

Mój mąż został zastrzelony przez Niemców – miał siedem ran z tyłu głowy, jedna koło drugiej, ranę na czole – jakby był dobijany tym strzałem, dlatego, że dał chleb Żydowi 21 lutego 1943 r. Wydał go Niemcom ten drugi mężczyzna, który był wtedy z prawdziwym Żydem u nas w domu, a który – jak się okazało – był szpiclem niemieckim.

Na tym protokół zakończono i po odczytaniu podpisuję go, jako spisany zgodnie z moimi zeznaniami.